Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dwa tygodnie na miłość (2002)

Po dłuższej przerwie przyszedł w końcu czas na recenzję kolejnego z naszych lekkich filmów na letnie wieczory. Tym razem czas upłynął nam przy produkcji Marca Lawrence'a - Dwa tygodnie na miłość . Film liczy już sobie 11 lat, a więc, jak na warunki Hollywood, jest już dość leciwy i jest dla mnie jednym z tych filmów, do których z chęcią lubię powrócić. Dwa tygodnie na miłość  to historia prawniczki Lucy, która całą swoją energię wkłada w ratowanie przeznaczonych do zburzenia zabytków, oraz George'a, który stoi na czele wielkiej korporacji - firmy budowlanej, która zajmuje się niczym innym jak burzeniem starych budynków i stawianiem na ich miejsce nowych biurowców. Dziwnym trafem drogi Lucy i Georga splatają się, ona zaczyna pracować dla niego i ich relacje całkowicie się zmieniają. Dwa tygodnie na miłość  to film nieskomplikowany. Niewiele czasu zajmuje zgadnięcie, jak skończy się film. Aktorstwo jest na średniawym poziomie - poza genialnym Hugh Grantem, do którego jak z...

Marley i ja (2008)

Na jakiś czas rozstaliśmy się z filmami o superbohaterach. A na pewno obejrzeliśmy już wszystkie z tych, które zobaczyć chcieliśmy. Dopóki więc do kin nie wejdą Avegersi 2, nie mamy zamiaru sięgać po ten gatunek filmowy. Z racji jednak tego, że nie da się przez dłuższy czas zupełnie nic nie oglądać, na okres letni zafundowaliśmy sobie cykl filmów lekkich. Większość z nich to produkcje kilku-, a nawet kilkunastoletnie. Niektóre oglądaliśmy już po kilka razy, ale mimo wszystko z chęcią zobaczymy je jeszcze raz. Pierwszym filmem na naszej liście był Marley i ja . Marley i ja  jest produkcją z 2008 r., której ja mój Narzeczony jakoś nie mieliśmy okazji obejrzeć. Do sięgnięcia po ten film przekonał nas fakt, że jest to film o psie, a oboje z N. kochamy te zwierzęta. No i oczywiście nie bez znaczenia była tutaj ocena na naszej wyroczni filmowej - Filmwebie. Solidne 7,2 pkt. to przecież dobra nota. Pełni nadziei zasiedliśmy zatem do seansu. O czym jest Marley i ja ? Jest to histo...

The Avengers (2012)

A więc w końcu obejrzałam. Zajęło mi to sporo czasu - biorąc pod uwagę konieczność zapoznania się z wszystkimi bohaterami, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że warto było. Może nie tej całej drogi (często przez mękę), ale samego czekania. Bo film, w którym wszyscy superbohaterowie, których wcześniej poznałam łączą swoje siły we wspólnej walce z wrogiem, jest warty każdej minuty, poświęconej na jego obejrzenie. Czym są Avengersi pewnie wszyscy wiedzą - jak nie to króciutkie wytłumaczenie - są oni stworzoną przez Nicka Fury'ego drużyną powołaną do stawiania czoła wyzwaniom, którym nikt inny nie podoła. Kto wchodzi w jej skład? Sama śmietanka - mamy tam bowiem Kapitana Amerykę, Hulka, Thora, Czarną Wdowę, Sokole Oko i, mojego ulubieńca, Iron Mana. W zasadzie to z wszystkimi już się spotkaliśmy, dzięki obejrzanym filmom. Jedynym świeżakiem jest tutaj Sokole Oko, którego miałam przyjemność spotkać po raz pierwszy. W The Avengers nawet wróg jest znajomy, bo jest nim nie kto inny...

Captain America: Pierwsze starcie (2011)

No więc stało się. Po spędzeniu nieco ponad dwóch godzin przed ekranem telewizora, mogę z dumą stwierdzić, że zrobiłam to. Poznałam ostatniego bohatera, z którym musiałam się zaznajomić przed obejrzeniem The Avengers :) A jakie są moje ogólne odczucia dotyczące tego filmu? O tym niżej. CA: Pierwsze Starcie  przenosi nas do Ameryki za czasów drugiej wojny światowej, gdzie poznajemy niejakiego Steve'a Rogersa - chłopca lichej postury, który za wszelką cenę chce dostać się do wojska. Niestety ze względu na stan zdrowia każda jego próba zaciągnięcia się do armii kończy się fiaskiem. W pewnym momencie zostaje mu złożona oferta wzięcia udziału w pewnym eksperymencie, który ma całkowicie odmienić jego życie... O dziwo, film zainteresował mnie - co było nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę moje opinie o Hulku czy Thorze. Mogłabym nawet powiedzieć, że oglądało się go genialnie, gdyby nie pewien fakt... Jaki? Ano taki, że od jakiejś połowy filmu coś stało się ze scenariuszem i z cz...

Thor (2011)

Pogłębiania świata Marvela ciąg dalszy... Tym razem narzeczony stwierdził, że muszę zapoznać się z kolejnym komiksowym bohaterem w filmowym wydaniu. Ponadto stwierdził, że, z uwagi na mój gust filmowy, powinnam go polubić i, zamykając tymi słowami temat, włączył Thora ... Thora chyba nie trzeba przedstawiać. Powinni go kojarzyć wszyscy, nie tylko miłośnicy komiksów, chociażby ze względu na to, że jest on jednym z głównych bogów mitologii nordyckiej. Filmowy Thor, podobnie jak ten mityczny, jest bogiem, synem Odyna i też posługuje się młotkiem jako swoją bronią. W filmie nasz bohater, pozbawiony swych boskich mocy, zostaje wygnany z Asgardu na Ziemię, żeby tam nauczył się kilku ważnych rzeczy. W trakcie swojego pobytu na ziemskim padole Thor zapoznaje się z grupką naukowców, której dowodzi niejaka Jane Foster. Aaaa... i oczywiście Ziemię atakują wrogie siły, tym razem z Asgardu. Pomimo początkowego optymizmu spowodowanego komentarzem Lubego, z minuty na minutę mina rzedła mi c...

Incredible Hulk (2008)

Dzięki temu, że bardzo spodobał mi się cykl filmów o Iron Manie, mój narzeczony stwierdził, że muszę się bardziej zagłębić w Universum Marvela. Nie wiedząc zbytnio co ma na myśli, zgodziłam się... I w ten sposób, jak się potem okazało, w najbliższym czasie będę zasypywana kolejnymi filmami o superbohaterach. Na pierwszy rzut poszedł Incredible Hulk . Żeby zrozumieć co nieco z filmu, który oglądałam dostałam od Lubego kilka wskazówek co do genezy postaci. Muszę przyznać, że owszem, było to pomocne, bo Incredible Hulk  nie jest pierwszym filmem o zielonym mutancie i żeby poznać historię Bruce'a Bannera musiałabym obejrzeć jeszcze wcześniejszą produkcję. Niestety do tego nie dałam się już przekonać i skończyło się właśnie na szybkim wytłumaczeniu co, gdzie, z kim, jak i dlaczego przez narzeczonego. Incredible Hulk  opowiada o poszukiwaniu przez Bannera lekarstwa na swą dziwną przypadłość. W poszukiwaniach pomaga mu niejaki Mr. Blue i stara miłość. Wszystko idzie genialnie. ...

Iron Man 3 (2013)

A więc stało się. Seans odbyty i teraz wypadałoby napisać coś sensownego, ale jedyne co mogę z siebie wydusić to "WOW!". I może będę nudna, ale powtórzę słowa powielające się już w tak wielu recenzjach: Iron Man 3  to zdecydowanie najlepsza część przygód Tony'ego Starka. Trzecia odsłona jest, w porównaniu do poprzednich, najbardziej ambitna. Wynika to z faktu, że w  Iron Manie 3  fabuła, bardziej niż na efektownym rozwalaniu kolejnych antybohaterów, skupia się na tej drugiej, ludzkiej stronie Tony'ego Starka. To własnie w tej części dostajemy odpowiedź na pytanie w czym tkwi siła Iron Mana - czy jest to zasługa naszpikowanej różnorodnymi wynalazkami żelaznej zbroi, czy też może zasługa człowieka, który tą zbroję nosi. Iron Man 3  pokazuje, że, jeśli w grę wchodzą uczucia, gdy zagrożone jest to, co tak naprawdę najbardziej się liczy, Tony Stark może być Iron Manem nawet bez swojej zbroi. Podróż do wnętrza Tony'ego Starka okraszona jest genialnymi efektami s...