Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Sportowy

Cud w Lake Placid [2004]

Jakiś czas temu odkryłam, że produkcje sygnowane logo Disney'a zawsze ogląda mi się dobrze. I nie chodzi tu tylko o moją słabość, czyli animacje. Przekonałam się, że studio Disney'a wypuszcza także całkiem niezłe filmy, które wypisz wymaluj, idealnie wpasowują się w, niezbyt sprzyjającą, zimowo-jesienną aurę. Chyba zawsze wyjątkowo pozytywne i wręcz zarażające wylewającym się hektolitrami z ekranu optymizmem, to pozycje, które w tym okresie ogląda mi się najprzyjemniej. http://www.impawards.com/ W drodze uprzyjemnienia sobie jednego z ostatnich, wyjątkowo chłodnych wieczorów, sięgnęłam po Cud w Lake Placid , ponad 10-letni obraz Gavina O'Connora o wydarzeniu, które zostało okrzyknięte numerem jeden stulecia w międzynarodowej historii hokeja. Akurat tej historii, jako że nie jestem zbyt wielką fanki sportu, w którym podobno 100 lat zajęło uświadomienie, że głowa jest równie (albo może i bardziej) ważna, co jądra, w efekcie czego zaczęto stosować kaski, nie muszę chyba ...

Cud z Berna (2003)

Kolejny niemieckiej produkcji film z piłką nożną w tle. Zachęceni Lekcją marzeń  znowu sięgnęliśmy z M. po coś zza naszej zachodniej granicy. Nie było już jednak tak różowo, jak przy wcześniejszym seansie. Chociaż chcieliśmy coś ze sportem w roli głównej, dostaliśmy całkiem inny film, w którym piłka nożna jest tylko tłem. Na pierwszym planie są tu bowiem wydarzenia związane z powrotem po długiej nieobecności ojca i jego drogą do "normalności" - odbudowa relacji między członkami rodziny, a czasem budowanie ich na nowo oraz próba odnalezienia się w nowym świecie, nowych realiach. http://www.impawards.com/ Niestety tak jak po Lekcji marzeń  byliśmy zachwyceni i na nowo zaczęliśmy się przekonywać do niemieckiego kina, tak Cdud z Berna  skutecznie ten nasz zachwyt zgasił. Okazało się bowiem, że, jako Polacy-patrioci, nie jesteśmy z M. w stanie nawet trochę współczuć wrakowi człowieka, jakim w filmie jest ojciec małego Matthiasa. Wszystkie reżyserskie sztuczki mające wywo...

Lekcja marzeń (2011)

Nie przepadam za niemieckim kinem. Do obejrzenia Lekcji marzeń  zachęciło mnie jednak kilka rzeczy. Po pierwsze zawsze lubiany przeze mnie temat nowy nauczyciel vs stara kadra i jej bezsensowne zasady. Po drugie sport, który, zaserwowany w filmie, daje mu niemal pewny sukces w podbijaniu mojego serca. No i w końcu po trzecie - nazwisko Daniel Bruhl, który wcześniej zdobył moją sympatię rolami w takich filmach jak Wyścig  i Boże Narodzenie . moviepostershop.com Bohaterem Lekcji marzeń  jest Konrad Koch - młody absolwent Oxfordu, który w ramach eksperymentu dostaje pracę w jednej z niemieckich szkół jako nauczyciel języka angielskiego. Zakochanemu w angielskim stylu życia Kochowi ciężko jest przekonać do siebie młodych Niemców, którzy prezentują zupełnie inny, iście "niemiecki" styl bycia, a nauczenie ich języka angielskiego jest już zadaniem niewykonalnym. Kluczem do sukcesu wydaje się być tu piłka nożna - sport jeszcze nieznany w Niemczech, jednak szybko wciągający ...

Zostać legendą (2010)

Jestem kobietą. Moje pojęcie o sportach i zasadach obowiązujących w niektórych dyscyplinach nie jest zbyt wielkie. Sporty zespołowe jestem w stanie jakoś ogarnąć, po zadaniu niebotycznej ilości pytań i wysłuchaniu mniej lub bardziej cierpliwych odpowiedzi, wiem co to jest spalony, potrafię nawet wymienić niektóre nazwiska i nazwy klubów. Ale zapasy to dla mnie czarna magia, a w dodatku nudna czarna magia. Czy zatem Zostać legendą  miał szansę w jakikolwiek sposób mnie zainteresować? http://www.impawards.com/ Owszem, miał. Wystarczyło poprawnie pociągnąć wątek odbudowywania braterskich relacji pomiędzy Calem i Mikiem. No i jakby nie patrzeć motyw "z zera do bohatera", tak strasznie popularny w kinie, a zwłaszcza w produkcjach sportowych, też wydawał się być interesujący. Oba te wątki są w Zostać legendą  poprowadzone dość sprawnie. Czegoś w tym filmie jednak brakuje. Nie wiem czy chodzi tu o niespecjalne aktorstwo - najlepiej na tle całej obsady wypada Patricia Clarkson,...

Will (2011)

W dzisiejszym poście kolejna propozycja z gatunku kina lekkiego. Tym razem na patelnię idzie film Will  z 2011 r. opatrzony metką familijnego dramatu sportowego. Z doświadczenia wiem, że filmy sportowe zawsze ogląda się przyjemnie, także Will  był całkiem świadomym wyborem na jeden z wieczorów w środku tygodnia, wtedy, kiedy jest się tak zmęczonym i wyzutym z życia po pracy, że nie ma się już w ogóle ochoty na włączanie chociażby ułamka procentu mózgu do myślenia podczas seansu. Will okazał się być tutaj doskonałym rozwiązaniem. http://m.iphotoscrap.com/ Obraz Ellen Perry opowiada historię Willa Brennana - bez wątpienia fana numer jeden brytyjskiego Liverpoolu. Chłopak jest chodzącą encyklopedią wiedzy o ulubionym klubie piłkarskim, potrafi z pamięci wyrecytować wszystkie klubowe statystyki czy nazwiska. Kiedy zatem pewnego dnia pojawia się jego ojciec z dwoma biletami na finałowy mecz Ligi Mistrzów w Stambule, życie Willa nabiera sensu. Sprawy nieco komplikuje niespodzi...

Wyścig (2013)

Wyścig  był filmem, który obejrzeliśmy zupełnie nieoczekiwanie. Podczas wizyty u znajomych dla zabicia czasu dostaliśmy propozycję obejrzenia jakiegoś filmu. Losowo wybranym obrazem okazał się być właśnie Wyścig  w reżyserii Rona Howarda. Z tytułu oczekiwałam filmu pokroju Szybkich i wściekłych . Co dostałam? http://www.upcoming-movies.com/ Już po kilku minutach seansu wiedziałam, że film należy do rodzaju tych, które na pewno powinny przypaść do gustu widowni płci męskiej. Miał wszystko to, co raczej niezbyt przyciąga kobiety: szybkie samochody ścigające się w kółko, ryk silnika, światek Formuły 1, nic mi nie mówiące nazwiska legendarnych kierowców, piękne i roznegliżowane kobiety...  Wyścig  zapowiadał się niczym raj dla męskiego oka, ucha i wszystkich pozostałych zmysłów odpowiedzialnych za odbiór filmu. Okazało się jednak, że film, który miał mnie zanudzić na śmierć, wywołał u mnie całkowicie inne emocje. Nie zobaczyłam kolejnych Szybkich i wściekłych ....